
Najnowszy album
Fiftiego, tak jak mogliśmy się spodziewać, nie wszystkim przypadł do gustu. Recenzenci na prawdę skrajnie ocenili ten krążek, zdarzają się wspaniałe oceny - na jego korzyść, ale także i niezbyt dobre - na jego niekorzyść.
Chicago Sun-Times ocenił
Before I Self Destruct na
1 gwiazdkę na 4 możliwe, twierdąc, iż
50 stara się pokazać z jak najgorszej (złej) strony i mówi cały czas o tym samym - że został postrzelony i zraniony nożem. Rola recenzenta w tym artykule odgrywa głównie rolę wytykania wszystkich błędów.
Trochę lepiej, bo
2/4 gwiazdki ocenia najnowsze dzieło
Curtisa Chicago Tribune. Czytając ów recenzję, ma się wrażenie, jak album odbiera zwykły, szary człowiek, który na pytanie o największe hity
50 Centa bez wahania odpowie:
Candy Shop i
Amusement Park. Ostrej krytyce podlegają tu rymy (wytknięte w
Psycho) oraz to, że oprócz typowo ulicznych kawałków znalazło się jeszcze miejsce dla soft-porno - kawałków sypialnianych.
PopMatters - mniej lub bardziej znany portal wystawił ocenę
7/10. W tym tekście możemy już usłyszeć milsze słowa, chociażby to, że
Jackson powrócił po 2 letniej przerwie i powrócił w wielkim stylu.
Głębsze odkrywanie tekstu, bardziej niż kiedykolwiek, samotny człowiek, który ufa nikomu, nie czuje się bardziej komfortowo z kilku relacji międzyludzkich w jego życiu. W autobiograficznej "The Days Went By", 50 brzmi niemal samochwalnie kiedy rapuje o tym, że nie dorobił się znajomych od czasów liceum. Najczystszym wyrazem miłości na Before I Self Destruct jest kawałek "Hold Me Down", który nie jest o miłości ludzkiej, ale o związku między człowiekiem a jego bronią. Kilka ulicznych kawałków wywołują wspomnienia sprytnego autora tekstów, który spisał takie klasyki jak "How to Rob" i słuchaczy przypominających, że 50 Cent jest wciąż niezwykle utalentowanym raperem. "So Disrespectful" zaćmia "Massacre's "Piggy Bank" " jako jego najlepszy ubliżający i zabawy rekord-diss od czasów jego pierwszy albumu. Wiele utworów z "Before I Self Destruct", takich jak "Stretch", brzmią prosto z brudnego Nowego Jorku, z podziemia."
Przed wydaniem tego albumu, można sobie wyobrazić, że najgorszym wynikiem dla 50 Centa będzie wreszcie wyobcowanie się do tego stopnia, że cały przemysł muzyczny (poza Shady / Aftermath / G-Unit) stanie się jego wrogiem. Słuchając jego tracków jednak odnosi się wrażenie, że jest to jego celem. Zachęca to do głębszej analizy, dlaczego ktoś miałby odsunąć dwóch najbardziej zarabiających w jego załodze. 50 ufa tylko tym, którzy byli z nim przed jego sława.
Sporą niespodziankę przygotował także portall
allhiphop.com oceniając
Before I Self Destruct na
8.5/10.
Minęło 10 lat od kiedy ulubiony antagonista hip-hopu wydał nieoficjalnie "Power Of The Dollar" - wprowadzający longplay z kontrowersyjnym "How to Rob" z liryczną ostrą jazdą, która rozdrażniła elitę muzyczną do dziś dnia. W ciągu tych dziesięciu lat 50 cent zrobił karierę na miarę legendy. Powinieneś znać tę historię - osieroconego w młodości i postrzelonego dziewięciokrotnie króla mixtape'ów, który zaszokował świat podpisując umowę z Dr. Dre i Eminemem. Muzyka, filmy, książki, ubrania, perfumy, nawet 100 milionów dolarów zysków z Vitamin Water, G-Unit, napisał nowy "projekt" hip-hopu a jednocześnie jest raperem, którego kochacie nienawidzić.
Wraz z wydaniem "Get Rich or Die Tryin' " w 2003 roku, 50 Cent oczarował publiczność na całym świecie z przepływu wszystkich jego umiejętności opowiadania i chwalenia się były nieporównywalne, wrócił dwa lata później na "Massacre", luksusowa wersja tego albumu rozpoczęła jego romans z krótkimi teledyskami - które zrobił po jednym dla każdej piosenki.
Ale w 2007, Curtis, oznaczył się punktem zwrotnym - jak powiedzieliby niektórzy o spadku Fifa, Jego album tracił na sprzedaży po wyzwaniu jakie zgotował Kanye West'owi. "Graduation" umieściło dziurę w jego zbroi, zostawiając go w miejscu, gdzie był poprzednio, gotowy na powrót i gotowy do udowodnienia, ze wszyscy wrogowie i krytycy się mylili. Tak jest z Before I Self Destruct.
Od początku 50 Cent zaznaczał, że album będzie znacznie cięższy i "mroczniejszy".
Nostalgiczny “Then Days Went By,” wspomina jego dni zanim został raperem, (Keep f**king with me you gon’ turn me back to Boo-Boo/have me casing out your crib/tryin’ to pop your f**king noodle).
Ale na jednym z najsilniejszych utworów z albumu, "Death to My Enemies", wyprodukowanym przez Dr. Dre i Marka Batsona, jest najbliższy agresywnm i kreatywnych zagrożeniom, które uczyniły go gwiazdą (I’m like Damien nigga/when I start getting loose on you/closest thing to Lucifier/make you think you got a noose on you/I make it hard to breathe/I come where you hustle, air it out/make it hard to eat.).
Fifty "gra" także dla swoich fanek w utworze "Baby By Me" wraz z Ne-Yo, sampluje swój głos w refrenie, obiecuje, że poczęcie dziecka z nim pozwoli jakiejśc szczęśliwej dziewczynie zostac milionerem, a potem odwraca się i uwalnia swój gniew na jednej kobiecie, która rzeczywiście miała dziecko przez niego. Jego była dziewczyna, Shaniqua Tompkins odczuwa gniew na "Do You Think About Me. (That’s why my ex is my ex/you don’t wanna be her/she used to have the Beemer/now she on the sneaker/I had her eating lobster/now she eating pizza). Ta piosenka jest ostrzeżeniem dla fanów, pomimo, iż wydaje się być romantyczna. Na "Psycho", 50 i Eminem rozpalają ich dobrze znaną "chemię", piosenka jest tym wszystkim, po czym można byłoby się spodziewać, energiczną i trochę "psycho". 50 i Em wystrzeliwują pociski ostrzegawcze do ich respektowanych wrogów.
Tylko 3 gości występujących gościnnie na albumie, Neyo Eminem i R. Kelly na "Could I've Been You", 50 stawia siebie i swoje umiejętności na pierwszym planie. Utwory takie jak "Crime Wave", "Get It Hot" i "Ok, You're Right" to klasyczny 50 Cent. Jeździ na utworach jak lirycznej sprawności gimnastyk. Podobnie jak większość albumów powiązanych z G-Unit, wielu producentów na albumie jest mniej znanych, dzięki czemu ich praca jest ważniejsza niż ich dyskografie. Dr. Dre ma trzy produkcje na BISD, Havoc, Rockwilder i Polow da Don mają jeden na 16 utworów na albumie, ale także ich umiejętności na deskach i zgodności odgrywają ważną rolę. Podsumowując nie jest to idealny album, pozostaje nieco w miejscu, ale nadrabia to w czystym wysiłku, album jest wielką ofiarą ze strony 50 centa. Sorry, ale nie będzie tutaj żadnej destrukcji, chyba, że dla wrogów Curtisa Jacksona."
Polskie media też nie szczędziły palców i klawiatur do napisania jakże obszernych recenzji. Portal
Interia.pl po raz kolejny udowodnił, że ich redaktorzy nie mają nic wspólnego z muzyką, ba! nawet nie wiedzą, co cechuje rap. Oto cytat:
Co się stało z Curtisem Jacksonem? Ano zupełnie nic. Jak zwykle przypomina słabego na umyśle dziesięciolatka, który nie wie czy bardziej chce być Rambo czy Commando (taki dylemat pojawia się na płycie) i ma do dyspozycji zdecydowanie za dużo pieniędzy.. Najwyraźniej krytyk muzyczny nie rozumie czym jest "gangsta rap" i co cechuje ten specyficzny gatunek rapu.
(Kolega Dremik i Wojtek przedstawili sytuację już w poprzednich newsach, więc nie za bardzo będę się o tym rozpisywał - myślę nawet, że nie warto). Dużo bardziej "profesjonalna" jest recenzja
Onetu, który skupia się na muzyce anieżeli na beztroskich i idiotycznych gdybaniach i wnioskach wyssanych z palca.
W tym wypadku widać, dlaczego portal
Onet posiada tak zwaną renomę i w przeciwieństwie do
Interii do tematu podchodzi się tam z odpowiedzialnością i profesjonalizmem.
Mam nadzieję, iż przeczytał ktoś moje wypociny do końca : )
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub
zarejestruj, żeby móc zagłosować.
Brak ocen. Może czas dodać swoją?